Groza biodronów // Renata Tańczuk

[fragment pochodzi z tekstu: R. Tańczuk, Drony piękne jak motyle, natrętne jak komary i pracowite jak mrówki. Uwagi o naturze i sprawstwie bionicznych owadów, który ukaże się niebawem w książce Humanistyka w cieniu dronów pod red. A. Kil, R. Nahirnego i M. Zamorskiej]

Jussi Parikka w Insekt Media zauważa, że od lat 80. ubiegłego wieku owady stały się ważnym modelem dla projektów sztucznych agentów, także sztucznej inteligencji, a terminy takie jak rój, rozdystrybuowana inteligencja, modele organizacji właściwe dla owadów przenikają do dizajnu technologii cyfrowych, kulturowych i teoretycznych analiz systemów mediów [1]. Parika przypomina, że Roodney Brook w tekście z 1989 roku Szybkie, tanie i poza kontrolą, przygotowanym wspólnie z Anitą Flynn, przedstawił pomysł insektopodobnych mobotów jako agentów eksploracji przestrzeni. Własności życia owadziego, które były ważne dla tej ideii to: „żadnego centralnego zarządzania, lecz masowy paralelizm i współpraca” [2].

Fascynacja insektami i ich życiem wyraźnie przejawia się w przywołanych już projektach Festo oraz w kolejnym, również tej firmy, BionicANT. Jak można przeczytać w tekście reklamującym ten ostatni produkt, „inżynierowie Festo nie tylko przejęli delikatną anatomię naturalnej mrówki jako model. Po raz pierwszy współdziałanie tych stworzeń zostało również przeniesione do świata technologii przy użyciu złożonych algorytmów sterujących. Podobnie jak ich naturalne modele, BionicANTs współpracują według przejrzystych reguł. Komunikują się ze sobą oraz koordynują swoje działania i ruchy. Każda mrówka podejmuje decyzje autonomicznie, ale czyniąc to, zawsze podporządkowuje się wspólnemu celowi i w ten sposób odgrywa rolę polegającą na wykonaniu swej części złożonego zadania” [3].

O ile wskazane właściwości społeczności owadzich wydają się budzić raczej podziw niż obawy, to jednak techniczne ikony insektów, szczególnie te, których potencjał militarny jest akcentowany, poruszają naszą wyobraźnię, a przede wszystkim budzą lęk. Ich siłą są nasze entomologiczne fobie, ciągle ożywiające skojarzenia z tym, co owadzie, co wydaje się być najbardziej instytnktowne, nieświadome, bezmyślne, poza kontrolą, niepostrzeżenie przekraczające granice, plugawe, ohydne, wyparte. W pewnym stopniu te lęki oddaje Hugh Raffles w Insectopedii: „Prześladuje mnie koszmar nadmiernej płodności i koszmar rozmnożenia bez granic. Koszmar niestrzeżonego ciała i tego, kto może weń wniknąć. Koszmar otwartych i bezbronnych miejsc. Koszmar obcych istot w naszym krwioobiegu, w naszych uszach, oczach i pod powierzchnią skóry. Koszmar rojenia i pełznięcia, bycia przenikanym i obserwowanym w ciemności. Koszmar wicia się i poruszania tyłem. Koszmar zbyt wielu kończyn. Koszmar niemożności spotkania się z Innym twarzą w twarz – i nieposiadania przezeń twarzy” [4].

Raffles rozwija opowieść o koszmarach nocnych związanych z owadami łącząc je z wojną i inwigilacją, do których drony, czyli bzyczące trutnie, są wykorzystywane: „Jest koszmar armii, która finansuje prawie całe podstawowe badania w nauce o insektach, koszmar, który zagłębia się w mózgi i brzytwą tnie oczy, koszmar, że coś z tego ujawni tajemnice rojenia szarańczy, nawigacji pszczół lub mrówczego poszukiwania, sekrety te zrodzą inne sekrety, koszmary inne koszmary, poczwarki inne poczwarki, owady zrodzone z mikroimplantów; po części maszyna, po części owadzie owady, zdalnie sterowane uzbrojone inwigilujące owady; ćmy wykonujące lot bojowy; tajne żuki; nie wspominając o robotycznych owadach, masowo produkowanych, masowo rozmieszczanych, masowo samobójczych koszmarnych owadach. To są koszmary, które śnią o nadchodzących wojnach, wojnach owadów bez narażonych na atak centrów dowodzenia, formujących się i rozpraszających się, skupiających się i rozpływających się, zdecentralizowane, usieciowione; o net war, o sieciocentrycznych działaniach wojennych, o wojnach bez ofiar (przynajmniej po naszej stronie), sny o Osamie bin Ladenie, gdzieś w jaskini. Są to koszmary o niewidocznych terrorystach, rojących się bez liku, atakujących osobiste miejsca i niestrzeżone chwile. Koszmary naszego wieku, koszmary wyłaniania się, roju zła, zgrai złych ludzi, superorganizmu ponad jednostkami, »rojącymi się z własnej inicjatywy« – namierzającymi z rozproszonych lokalizacji różne cele, a potem rozpraszającymi się tylko po to, aby uformować nowe roje” [5].

 

Wywołujący lęk obraz owadów, zdolnych do niekontrolowanego rozmnażania się, podlegających tajemniczym metamorfozom, tworzących atakujące roje, przed którymi nie sposób się ukryć, a które pojawiają się niespodziewanie, jest zmaterializowany w przedstawieniach dronów krążących w poszukiwaniu wrogów, wizualizacjach projektów miniaturyzacji dronów do rozmiarów owadów czy w przedstawieniu drona-komara, kłującego ludzki palec. W serwisie Youtube obejrzeć można film zamieszczony tam w 2009 roku, informujący o projekcie stworzenia przez US Air Force Research Laboratory MAVów (Micro Air Vehicle) wielkości ptaka i owada. Początkowe kadry filmu pokazują szybowiec, z którego wylatuje rój roboinsektów. Jeden z nich w kolejnych sekwencjach wleci niepostrzeżenie do pomieszczenia, w którym przebywa terorysta-snajper przygotowujący się do popełnienia zbrodni. W decydującym momencie mechaniczny owad atakuje terrorystę w tył głowy, uniemożliwając mu oddanie precyzyjnego strzału. Zgodnie z sloganem kończącym ten film, bio-inspirowane drony, zdolne również do działania w roju, mają być: „Dyskretne ,Wszechobecne, Śmiercionośne”.

Przypisy:

  1.  J. Parikka, Insect Media. An Archaeology of Animals and Technology, University of Minnesota Press, Minneapolis, London 2010, s. X
  2. Ibidem, s. XII.
  3. BionicANTs. Cooperative… Twórcy bionicznych mrówek podkreślają podobieństwo swoich dzieł do ich żywych mrówek: „BionicANTs również bardzo zbliżają się do swego naturalnego wzoru w wyglądzie i konstrukcji. Nawet aparat gębowy używany do chwytania obiektów jest odtworzony bardzo szczegółowo”.
  4. H. Raffles, Isectopedia, Vintage, New York 2010, s. 202; za: M. Żółkoś, Mikro-formy i makro-lęki. Owady jako wyzwanie dla animal studies, [w:] A. Barcz, D. Łagodzka, Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu, IBL PAN Wyd., Warszawa 2015, s. 40.
  5. H. Raffles, Isectopedia, Vintage, New York 2010, s. 170.

Fotografia wykorzystana w nagłówku: esiul (domena publiczna)

Post jest częścią serii Fragmenty. Zobacz pozostałe wpisy.

Mapowanie (bez map) // Aleksandra Kil

[fragment pochodzi z tekstu: Aleksanda Kil, Krótki przewodnik po mapowaniu kontrowersji, „Prace Kulturoznawcze”, tom 18, 2015]

Dydaktyczna wersja teorii aktora-sieci swoje strategie poznawcze względem kontrowersji określa – zapewne z rozmysłem –  jako ich mapowanie [1]. Prześledzenie kariery tego słowa (wędrującego pojęcia?) w metajęzyku współczesnych nauk społecznych i humanistycznych mogłoby być celem osobnego tekstu. Wystarczy jednak wybiórcze spojrzenie na (wirtualne) księgarskie półki, by przekonać się, że kartografiami albo mapami/mapowaniami bywają nazywane nie tylko badania wykorzystujące materiały i techniki wizualne (jak w etnografii wizualnej [2]) czy analizy czerpiące ze zwrotu przestrzennego i geografii kulturowej, służące „umiejscowieniu” dziedzictwa kulturowego (cultural mapping [3]), ale także prace przeglądowe, prezentujące nurty refleksji w danych (sub)dyscyplinach [4] oraz manifesty i nowe propozycje teoretyczne (w obszarze posthumanistyki [5]) czy też publikacje poświęcone słynnym tekstom klasyków [6]. W jednym z wydawnictw ukazuje się nawet Mapping Series, która „zbiera najważniejsze teksty poruszające kluczowe tematy zmieniającego się świata i zarysowuje fundamenty oraz kontrowersje wśród najistotniejszych badaczy w danej dyscyplinie” [7].

Rzecz jasna, mapa nie jest wcale nową metaforą epistemologiczną. Jak relacjonuje David Turnbull, o teoriach jako mapach pisali z przekonaniem Gilbert Ryle, Michael Polanyi i Thomas Kuhn; zwolennikiem tej analogii nie był z kolei Karl Popper, który twierdził, że mapy – w przeciwieństwie do teorii – nie argumentują, lecz tylko opisują [8]. Zasadnicze jest tu oczywiście określenie relacji między terytorium a jego reprezentacją. W przypadku mapowania kontrowersji mamy do czynienia z paradoksem – z jednej strony Venturini zaznacza, że mapa to nie terytorium, podkreślając jej konstruktywistyczny charakter, z drugiej pisze, że Latourowska rada dla kartografów tego, co społeczne brzmi: „tylko obserwuj i opisuj” (przy czym formuły tej, jak to w ANT bywa, nie można czytać naiwnie) [9].

We współczesnym słowniku analitycznym mapowanie jest chyba najbliższe opisywaniu (nie zaś wyjaśnianiu czy diagnozowaniu), denotuje także prowizoryczność i ograniczony oraz usytuowany charakter własnych roszczeń do słuszności. Jak pisze Joanna Bednarek (w odniesieniu do Braidotti), praca kartograficzna oznacza taktyczne i doraźne lokalizowanie najważniejszych punktów i wytyczanie nowych tras; ma zatem także walor interwencyjny, sprawczy. Metodologie tych badaczy wydają się obrazować niemożność i bezcelowość prób kategoryzowania i kontekstualizowania płynnej rzeczywistości performansu zgodnie z odgórnie przyjętymi metodologią badań i paradygmatem interpretacyjnym, jak również z odgórnie założonym, zamkniętym polem badawczym.

Mapy kontrowersji mają za zadanie uczynić czytelnymi złożoność i magmatyczność życia społecznego, ukazując przede wszystkim relacje między jego aktorami, jednak muszą uważać na redukcje i zbytnie uproszczenia.

Możemy zatem mówić o swoistym „mapowaniu bez map” [10], choć w kartografii kontrowersji tworzenie wizualizacji (niekoniecznie topograficznych map terenu) stanowi na ogół ważny element. Wizualizacje mają nie tylko ilustrować; winny być także instruktywne, iluminujące. Mogą przybierać formy słownika (nie)kontrowersyjnych pojęć, drzewa sporu, diagramu aktorów-sieci, osi chronologicznej itd. Wiąże się to ściśle z politycznym wymiarem teorii aktora-sieci i jej wizją demokracji – atrakcyjne dla oka, przyciągające uwagę mapy mają służyć „fantomowej publiczności”, sprawić, by „publiczne sprawy stały się jej sprawami”, choć kartografowie wiedzą, że zamiary te oznaczają dążenie do – jak pisał Walter Lippmann –  „nieosiągalnego ideału” [11].

Opisując po kolei kroki kartografki kontrowersji, Venturini wyznacza drogę, która ma wieść od stwierdzeń (statements) do literatury, od literatury do aktorów, od aktorów do sieci, od sieci do kosmosów (ideologii) i wreszcie od kosmosów do kosmopolityki [12]. Ostatni krok jest właściwie nie tyle wskazówką ściśle metodologiczną, ile konsekwencją uprzednich założeń ANT. Opis kontrowersji to, zgodnie z ANT, także akt stabilizowania społecznej debaty, przyczyniający się być może do jej zamknięcia i osiągnięcia porozumienia, co przecież należy do wizji ekologii politycznej w rozumieniu Latoura.

Opis kontrowersji to, zgodnie z ANT, także akt stabilizowania społecznej debaty, przyczyniający się być może do jej zamknięcia i osiągnięcia porozumienia, co przecież należy do wizji ekologii politycznej w rozumieniu Latoura.

O polityczności i roli badaczy w analizach kontrowersji pisze też Sergio Sismondo, wspominając, że samo podjęcie się takich badań może być brane za sprzyjanie „słabszej” stronie (tym, których stanowiska wydają się mniej ortodoksyjne czy nawet niedorzeczne) [13].

Warsztat mapowania kontrowersji stanowią przede wszystkim – obok stosowanej nadal i, jak pokazują losy projektu EMAPS, zwykle nieodzownej tradycyjnej etnografii – metody cyfrowe, oparte na choćby częściowo zautomatyzowanej analizie danych zaczerpniętych z internetu. Problem ich ograniczeń („World Wide Web to nie cały świat” – konstatuje Venturini) interesująco podniosła Noortje Marres. Cyfrowy bias (czyli „stronniczość” powodowana np. algorytmem wyszukiwarki) był dotychczas raczej neutralizowany przez badaczy i wywoływał pytania o to, co tak naprawdę analizujemy – kontrowersję rozgrywającą się w mediach czy samo medium. Marres zaproponowała, by uznać, że medium nie jest jedynie areną, ale aktorem badanej kontrowersji, co tym bardziej upoważnia do poszerzenia pola uwagi i mapowania issues oraz ich medialnych formatów, wzorców ich współkonstruowania przez cyfrowe środowisko (issue-fication). Zwróciła uwagę, że usilna eliminacja „cyfrowego zanieczyszczenia” nie licuje z STS-owskim przekonaniem o nieistnieniu nieusytuowanego poznania [14].

Przypisy:

  1.  Słowo to może nie brzmi zbyt dobrze w polszczyźnie (o czym wspominał Abriszewski, tłumacz artykułu, którego współautorem jest Latour i w którym mapping  jest czasem przekładane jako „odwzorowywanie”, nie odnosi się wtedy jednak do kontrowersji, ale do terytorium i map sensu stricto – zob. K. Abriszewski, Inny sposób myślenia, „Kultura Popularna” 2010, nr 3-4, s. 129), ale – obok kartografii, od której trudno utworzyć formę czasownikową – jest najlepszym tłumaczeniem nazwy prezentowanej metody.
  2.  Zob. E. Margolis, Etnografia wizualna. Narzędzia mapowania epidemii AIDS, przeł. B. Kietlińska, [w:] Badania wizualne w działaniu. Antologia tekstów, red. M. Frąckowiak, K. Olechnicki, Warszawa 2011, s. 389 – 408.
  3.  Zob. S. Stewart, Cultural Mapping Toolkit, Vancouver 2010, www.creativecity.ca/database/files/library/cultural_mapping_toolkit.pdf (dostęp: 16 kwietnia 2015).
  4.  Np. w zakresie teologii, archeologii mediów czy nauk o kulturze, zob. B. L. McCormack, K. M. Kapic (red.), Mapping Modern Theology. A Thematic and Historical Introduction, Grand Rapids, MI 2012; J. Parikka, What is Media Archaeology?, Cambridge – Malden, MA 2012 (wstęp zatytułowany Cartographies of the Old and the New), D. Bachmann-Medick, Cultural turns. Nowe kierunki w naukach o kulturze, przeł. K. Krzemieniowa, Warszawa 2012 (wstęp pt. Kartografia nauk o kulturze. Założenia wyjściowe).
  5.  Zob. R. Braidotti, Po człowieku, przeł. J. Bednarek, A. Kowalczyk, Warszawa 2014 (autorka polskiej przedmowy Joanna Bednarek nazywa Braidotti „nową kartografką współczesności”, sama Braidotti także określa swoją metodę jako kartograficzną).
  6.  Zob. H. Gumbrecht, M. Marinnan (red.), Mapping Benjamin, The Work of Art in the Digital Age, Stanford 2003.
  7.  Seria ukazuje się w wydawnictwie Verso i obejmuje tytuły takie, jak Mapping Subaltern Studies and the Postcolonial, Mapping Ideology, Mapping the Nation, zob. http://www.versobooks.com/series_collections/22-mapping-series (dostęp: 16 kwietnia 2015).
  8.  Zob. D. Turnbull, Maps are Territories: Science is an Atlas, 1987, http://territories.indigenousknowledge.org/ (dostęp: 16 kwietnia 2015).
  9.  Zob. T. Venturni, Diving in magma: how to explore controversies with actor-network theory, „Public Understanding of Science” 2010, nr 19(3), , s. 259–260.
  10.  Nazywam tak tworzenie tekstowych analiz, ale mam też na myśli próbę chyba najbardziej efemerycznego mapowania, w jakim miałam okazję uczestniczyć, czyli performowanie kontrowersji (projekt „odegrania” przez badaczy wybranych studiów przypadku dla zwiedzających w Muzeum Historii Naturalnej w Tuluzie, nazwany Les Beaux Joueurs, ou comment on a appris à aimer les controversies, został zainicjowany i współrealizowany przez Axela Meuniera z Médialab Sciences Po, 10-11.10.2012).
  11.  W. Lippmann, Fantomowa publiczność, przeł. K. Dix, „Prace Kulturoznawcze”, tom 18, 2015.
  12.  Zob. T. Venturini, Diving in Magma…, s. 265–268.
  13.  Zob. S. Sismondo, An Introduction to Science and Technology Studies, Sussex 2010, s. 133.
  14.  Zob. N. Marres, Why Map Issues? On Controversy Analysis as a Digital Method, „Science, Technology & Human Values” 2015, DOI: 10.1177/0162243915574602 (dostęp: 16 kwietnia 2015).

Fotografia w nagłówku: Duncan Hull, I don’t believe in Global Warming by Banksy (CC BY 2.0)

Post jest częścią serii Fragmenty. Zobacz pozostałe wpisy.

Miasta po nas // Rafał Nahirny

[fragment pochodzi z tekstu: Rafał Nahirny, Subnatura i miasto. Przyroda poza kontrolą, „Kultura – Historia – Globalizacja”, nr 16, s. 139-149]

Rozkład miasta rozpocznie się równocześnie w kilku miejscach i za sprawą wielu czynników, spośród których najgroźniejszym stanie się najprawdopodobniej woda. Padający deszcz będzie stopniowo wymywać łączenia pomiędzy płytami chodnikowymi, które w zimie rozpychane będą dodatkowo przez zamarzający lód (Weisman, 2007, 36). W powstałych szczelinach zagnieżdżą się wszędobylskie mrówki. Nikt nie będzie już usuwał wyrastających w coraz to liczniejszych pęknięciach chwastów i samosiejek. Z czasem zakorzenią się w nich krzewy a nawet drzewa, których korzenie doprowadzą do wybrzuszeń i zniszczą ostatecznie równą powierzchnię ulic, placów i chodników.

Pracownicy firm odpowiedzialnych za utrzymanie czystości i porządku w mieście przestaną zbierać wyrzucone beztrosko przez mieszkańców śmieci. Dlatego też już przy pierwszych deszczach porzucone gazety, torby foliowe wraz z naniesioną przez wodę ziemią, liśćmi i gałęziami będą zatykać studzienki kanalizacyjne. Lokalne podtopienia zaczną powstawać już przy pierw szych poważniejszych deszczach. W dłuższej perspektywie czasu należy założyć, iż sieć kanałów burzowych zapcha się w wyniku zalegającego w nich osadu. Początkowo zostanie jedynie ograniczona przepustowość systemu, ale z czasem nieuchronnie dojdzie do rozszczelnienia i wycieków na dużą skalę.

Woda, przedostająca się do gruntu szczelinami w chodniku lub wyciekająca z systemu kanalizacji deszczowej, tworzyć będzie w obszarze miasta nowe cieki wodne stanowiące poważne zagrożenie dla konstrukcji budynków, których fundamenty nie zostały odpowiednio zabezpieczone. Z tego względu Weisman opisuje szczegółowo, jak olbrzymie masy wody zalewać będą stopniowo kolejne tunele metra w Nowym Yorku (tamże, 34-36). Na początku zaczną się zapadać chodniki i ulice. Z czasem zacznie dochodzić do licznych katastrof budowlanych, gdyż szukająca ujścia woda będzie podmywać fundamenty pobliskich budynków.

W przypadku polskich miast, które najczęściej położone są w dolinach rzecznych, woda dostałaby się do ich centrów prawdopodobnie inną drogą.

W przypadku polskich miast, które najczęściej położone są w dolinach rzecznych, woda dostałaby się do ich centrów prawdopodobnie inną drogą. Nieobecność pracowników obsługujących budowle i urządzenia hydrotechniczne, które zabezpieczają miasto przed powodzią, sprawi, iż nie będzie można regulować poziomu wody w rzekach podczas wiosennych roztopów czy też letnich burz. Nikt już nie skieruje przy pomocy systemu jazów i śluz strumienia wody na tereny zalewowe i kanały powodziowe. Nikt też nie będzie przeprowadzał prac remontowych i modernizacyjnych obwałowania przeciwpowodziowego. Stabilności wałów zagrażają działania dzikich zwierząt, korzenie rosnących na skarpie drzew i krzewów oraz nieunikniona erozja. Pogorszenie stanu technicznego jest więc tylko kwestią czasu. Wpierw zaczną pojawiać się pierwsze przesiąki, następnie poważniejsze pęknięcia i ostatecznie przebicia. Wystarczy jedna wyrwa w wale, żeby cały system stracił swoją ochronną funkcję. Fala powodziowa osłabi poważnie stabilność konstrukcji budynków i doprowadzi w efekcie do uszkodzenia fundamentów. Dodatkowe zagrożenie dla materiałów budowlanych takich jak drewno i gips stanowić będzie wilgoć, która stworzy doskonałe warunki do rozwoju grzybów, bakterii i owadów.

Tak oto dokonuje się opisywana przez Wiesmana „zemsta wody” (tamże, 36). Miasto łączy bowiem z nią szczególna relacja. Jako niezbędna do życia woda pitna jest bezustannie sprowadzana przy pomocy sieci wodociągowej, a więc systemu kanałów, filtrów i pomp. Trzeba jednak pamiętać, że miasto to nie tylko budynki, ale także skorupa z asfaltu, betonu i płyt chodnikowych pokrywająca znaczne powierzchnie ziemi, która skutecznie utrudnia wchłanianie deszczówki. Z tego względu niezbędny jest sprawny system kanalizacyjny, który będzie usuwać z miasta nadmiar wód będących wynikiem opadów atmosferycznych i roztopów.

Zaproponowane przez Weismana ćwiczenie przypomina analizowaną przez Jacquesa Lacana podczas XI seminarium dziecięcą fantazję na temat własnego zniknięcia (Lacan, 1998, 214-215).

Zaproponowane przez Weismana ćwiczenie przypomina analizowaną przez Jacquesa Lacana podczas XI seminarium dziecięcą fantazję na temat własnego zniknięcia (Lacan, 1998, 214-215). Zdaniem francuskiego psychoanalityka jej źródłem jest obawa dziecka o to, czy rzeczywiście jest przedmiotem silnego pragnienia ze strony swoich rodziców. Podmiot wyobraża sobie matkę i ojca pogrążonych w rozpaczy, aby w ten sposób zrozumieć i sprawdzić siłę uczuć najbliższych. Jest to część procesu, którego celem jest konfrontacja z tajemnicą pragnienia Innego. Fantazję o własnej śmierci lub zniknięciu można w gruncie rzeczy interpretować jako silnie narcystyczną. Podmiot marzący, chociaż występuje w tym scenariuszu wyłącznie pod postacią negatywnego braku, konstruuje się w jego obrębie jako przedmiot rozpaczliwego, bo niemożliwego do zaspokojenia, pragnienia ze strony najbliższych (Pluth, 2012, 91-92).

Ćwiczenie Weismana nie ma jednak w sobie nic narcystycznego. Nasze nieuzasadnione prz
ekonanie, że wzniesione z betonu miasto będzie skutecznie opierać się naporowi przyrody wynikać może z antropocentrycznego przeświadczenia, że dzieła człowieka, a już szczególnie zachodnio-europejskiej cywilizacji, muszą przetrwać wieki, a nawet tysiąclecia. Eksperyment myślowy Weismana w przekonywujący sposób podważa to narcystyczne wyobrażenie, konfrontując je ze zdecydowanie odmiennym scenariuszem. Autor Świata bez nas, zamiast kreślić majestatyczny, melancholijny i pełen spokoju obraz ruin naszej cywilizacji, który skojarzyć mógłby się nam z orientalistycznymi obrazami Prospera Marilhata czy Davida Robertsa, opisuje szczegółowo proces rozkładu, czyli korozję osłabiającą stalowe konstrukcje, pękający beton, chrząszcze i bakterie niszczące drogocenne zbiory naszych muzeów. Wierzymy, że gigatony betonu, żelaza i szkła, które zużyliśmy do budowy nowoczesności (Smil, 2013), zagwarantują nam nieśmiertelność. Nic bardziej mylnego. Na samym końcu narracji Weismana po naszym mieście pozostaje jedynie zmielony pył.

Bibliografia:

– Lacan, Jacques; 1998, The Seminar of Jacques Lacan: The Four Fundamental Concepts of Psychoanalysis, przeł. Alan Sheridan, New York: W. W. Norton & Company
– Pluth, Ed; 2012, Signifiers and Acts: Freedom in Lacan’s Theory of the Subject, New York: SUNY Press
– Smil, Vaclav; 2013, Making the Modern World: Materials and Dematerialization, John Wiley & Sons
– Weisman, Alan; 2007, Świat bez nas, przeł. Janusz Mrzigod, Gliwice: Centrum Kształcenia Akademickiego

Fotografia w nagłówku: Cloby Stopa (CC BY 2.0)

Post jest częścią serii Fragmenty. Zobacz pozostałe wpisy.

Kultura nie-ludzka // Aleksandra Kil, Jacek Małczyński, Dorota Wolska

[fragment pochodzi z tekstu: Aleksandra Kil, Jacek Małczyński, Dorota Wolska, Wprowadzenie, „Prace Kulturoznawcze” nr 18, 2015]

Jakkolwiek określenie „kultura nie-ludzka” może wydawać się oksymoronicznym – zwłaszcza mając na uwadze te wszystkie koncepcje kultury, które zwykły ją utożsamiać ze światem człowieka – nabiera ono znaczenia w kontekście toczonych we współczesnej humanistyce debat dotyczących relacji między tym, co ludzkie i nie-ludzkie. Dotychczas określenie to kojarzyło się przede wszystkim z ludzkim barbarzyństwem, bestialstwem, współcześnie nabiera ono nowego znaczenia i odnosi się do nie-ludzkich form istnienia (zwierząt, roślin, rzeczy itd.). Debaty te zataczają coraz szersze kręgi i trudno przejść obok nich obojętnie.

Jednak określenie „kultura nieludzka”, do którego nawiązujemy, pochodzi z innych czasów i z innych dyskusji. Użył go w opublikowanym po raz pierwszy w 1987 roku artykule Autonomia kultury Stanisław Pietraszko.

Pisząc o „kulturze nieludzkiej”, wrocławski kulturoznawca bronił względnej autonomii kultury. Wskazywał, iż kultura jest sferą niezależną od ludzkich intencji, rządzącą się własnymi prawidłowościami, a nawet obdarzoną swoistą mocą sprawczą. Można zaryzykować twierdzenie, iż pisząc o „sprawczości” kultury, Pietraszko wyprzedzał popularne współcześnie podejścia, które – jak teoria aktora-sieci Brunona Latoura – zamiast traktować ją jako atrybut człowieka, dystrybuują ją w obrębie złożonych sieci relacji. Problem sprawczości jest jednym z kluczowych dla współczesnej humanistyki. Z jednej strony sprawczość delegowana jest na różnego rodzaju byty nie-ludzkie (które do tej pory były jej pozbawione np. rośliny, zwierzęta, rzeczy itp.), z drugiej zaś strony pojawiają się apele o to, by reanimować podmiot ludzki, myśleć o podmiocie w kategoriach sprawczości właśnie.

Fotografia w nagłówku: Mike Beauregard (CC BY 2.0)

Post jest częścią serii Fragmenty. Zobacz pozostałe wpisy.

Dwie strategie dla współczesnej humanistyki // Magdalena Zamorska

[fragment pochodzi z tekstu: Magdalena Zamorska, Czy nauki humanistyczne mogą sprawnie i wydajnie performować?, „Prace Kulturoznawcze”, nr 15, 2013]

W jaki sposób reprezentanci nauk humanistycznych mogą zaadaptować i przefiltrować wiedzę będąca pochodną rozmaitych badań laboratoryjnych przeprowadzanych właśnie za pomocą sprzętów wysokiego performansu (high performance) unikając redukcjonizmu biologicznego? Czy możliwa jest interdyscyplinarność nie tylko w ramach określonej dziedziny, ale również pomiędzy dyscyplinami należącymi do różnych dziedzin nauk?

Oczywiście postulat interdyscyplinarności nie jest niczym nowym w filozofii nauki, wystarczy wspomnieć działania Koła Wiedeńskiego założonego w 1922 roku czy w kolejnych odsłonach jako „trzecia kultura” Johna Brockmana [1] (1991) czy metafora „pięciu kultur” Rogera F. Maliny [2] (2004). Obecnie punktem wyjścia nie są filozoficzne postulaty, ale rynkowe zapotrzebowanie na interdyscyplinarne konsorcja, których zadaniem byłoby interpretowanie i zmienianie rzeczywistości. To zapotrzebowanie wzrasta wraz z rozwojem kultury informacyjnej, społeczeństwa sieci, cyberkultury.

Dwie strategie dla współczesnej humanistyki proponuje Agnieszka Jelewska [3]. Pierwszą z nich określa jako „jawnie interdyscyplinarną”. Odnajdujemy ją w metodologii (czy może raczej anty-metodologii) badań McKenziego oraz Bruno Latoura. McKenzie w pierwszej części swojej książki buduje metamodel performansu. Przyglądając się sieci uwikłań performansu próbuje „podejść” performatywność z wielu stron równocześnie. W drugiej części mnoży, zapętla i „sieciuje” coraz więcej szczegółowych przypadków, by w efekcie dotrzeć do jądra cyklonu, w którym ten wir rozpada się i zamiera.

Podobną metodę badawczą proponuje (choć nie dosłownie) w swoich pracach Latour. Doskonałą próbą unaocznienia niemocy klasycznych metod prowadzenia badań (rozumianych jako zbiór reguł i recept służących poprawnemu zbudowaniu modelu badawczego i kontekstualnej analizie oraz wyjaśnieniu problemu) jest jego krótkie „interludium w formie dialogu” zatytułowane O trudnościach bycia ANT-owcem [4]. Mówiąc w ogromnym skrócie zalecenie jest wyjątkowo nieskomplikowane: przede wszystkim obserwacja i opis, a sposób analizy wyłoni się sam. Zadaniem badacza jest sporządzenie jak najbardziej szczegółowego opisu sieci relacji, w której funkcjonuje aktor (przedmiot naszych badań). Jednak to nie badacz tworzy interpretację performansu badanego, ale sam aktor (performer). „Aktorzy sami tworzą wszystko, włączając w to swe własne ramy, swe teorie, swe kontekst, swe metafizyki, nawet swoje ontologie…” [5], a badacz musi posiłkować się radą: „rozpoznaj zawartość wszystkich połączeń, a kontekst zjawi się sam” [6].

Metodologie tych badaczy wydają się obrazować niemożność i bezcelowość prób kategoryzowania i kontekstualizowania płynnej rzeczywistości performansu zgodnie z odgórnie przyjętymi metodologią badań i paradygmatem interpretacyjnym, jak również z odgórnie założonym, zamkniętym polem badawczym.

Metodologie tych badaczy wydają się obrazować niemożność i bezcelowość prób kategoryzowania i kontekstualizowania płynnej rzeczywistości performansu zgodnie z odgórnie przyjętymi metodologią badań i paradygmatem interpretacyjnym, jak również z odgórnie założonym, zamkniętym polem badawczym.

Wszelkie kategorie są u Latoura pochodną analiz dokonywanych przez samych badanych. Z kolei u McKenziego badanie performansu samo jest działaniem performatywnym.

Druga strategia, którą Jelewska określa jako „ukrytą” polegałaby na „budowaniu tzw. modeli testowych, które przez swoją konstrukcję mogłyby przeciążać system (…) w ramach tych działań można by odsłonić te modele, które są puste, tzn. ustanowione na zasadach autoreferencji i operują odniesieniami wewnątrz własnych odniesień. Strategia odsłaniałaby tak naprawdę niebezpieczeństwo, którego jesteśmy świadkami, zamykania fragmentów nauki wewnątrz samoregulujących i samoreplikujących się systemów” [7]. Tym samym można by zapobiec zamykaniu się wiedzy w pętli bezproduktywnego wewnętrznego sprzężenia. Ta strategia jest strategią trudniejszą, subwersywną.

Efektem stosowania obu tych strategii jest projekt otwarty. Jego skuteczność jest weryfikowana performatywnie i sieciowo, co oznacza, że najważniejszym aspektem aktywności badawczej jest uruchamianie dalszych procesów (twórczych, badawczych). Liczy się oddźwięk, skuteczność, uruchomienie procesu interakcyjnego, pętli sprzężenia zwrotnego, i to nie tylko pomiędzy badaczami-teoretykami, ale również w szerszym polu nauki-humanistyki-sztuki-technologii. Projekt badawczy, którego celem jest nie tylko diagnozowanie, objaśnianie i kategoryzowanie, ale właśnie performowanie rzeczywistości nie może podlegać ocenie parametrycznej.

Projekt badawczy, którego celem jest nie tylko diagnozowanie, objaśnianie i kategoryzowanie, ale właśnie performowanie rzeczywistości nie może podlegać ocenie parametrycznej.

Takiej oceny po pierwsze nie sposób zastosować wobec tego rodzaju projektów, a po drugie taki tryb ewaluacji może otwierać drzwi firmom działającym we własnym rynkowym interesie (tak się na przykład dzieje w przypadku niektórych wydawców pism naukowych, o czym pisałam wcześniej).

W efekcie ważniejsza od wertykalności badań (głębokości) i interpretacji staje się ich horyzontalność (rozległość, sieciowość).

Przypisy:

  1. Por. J. Brockman, Powstaje trzecia kultura, w: John Brockman (red.), Trzecia kultura. Nauka u progu trzeciego tysiąclecia, przeł. Piotr Amsterdamski, Justyna i Marek Janaszkowie, Marcin Ryszkiewicz, Michał Tempczyk, Witold Turopolski, Wydawnictwo CIS, Warszawa 1996, s. 15-36.
  2. Por. R. F. Malina, ‘Leonardo’ Timeshift. 1959, 1969, 2004, 2029, w: G. Stocker, Ch. Schopf (red.), Timeshift – the World in Twenty-Five Years, Hatje Cantz, Ostfildern-Ruit 2004; za: P. Zawojski, Cyberkultura. Syntopia sztuki, nauki i technologii, Poltext, Katowice 2010, s. 28-30.
  3. Por. A. Jelewska, Sensorium. Eseje o sztuce i technologii, Wydawnictwo naukowe UAM, Poznań 2012.
  4. B. Latour, Splatając na nowo to, co społeczne. Wprowadzenie do teorii aktora-sieci, Universitas, Kraków 2010, s. 203-227.
  5. Op.cit., s. 212.
  6. Op.cit., s. 213.
  7. A. Jelewska, Sensorium, Eseje o sztuce i technologii, Wydawnictwo naukowe UAM, Poznań 2012.

Fotografia w nagłówku: Darcy (CC BY 2.0)

Post jest częścią serii Fragmenty. Zobacz pozostałe wpisy.

Fragmenty

„Fragmenty” to cykl wpisów, na który składają się zapiski, krótkie wypowiedzi, recenzje i komentarze autorstwa członków Laboratorium i współpracowników, które nawiązują do tematyki seminariów i badań prowadzonych w ramach pracowni.

Dotychczas opublikowane wpisy:

Fotografia z nagłówka: Clint Mason (CC BY 2.0)